Wiadomości

Zamknij

O życiu i pasjach opowiada Barbara Cegielska - sędzia, adwokat, notariusz oraz zapalona podróżniczka

Iwona Łazowa 06:12, 23.04.2019 Aktualizacja: 12:12, 21.10.2025
Skomentuj  O życiu i pasjach opowiada Barbara Cegielska - sędzia, adwokat, notariusz…
Za komuny ujęła się za ofiarami milicyjnej "dyskoteki". Próbowano - z poparciem Kiszczaka - usunąć ją z zawodu. Ludzie "Solidarności" śpiewali jej "Jeszcze Polska nie zginęła". Sędzia, adwokat i notariusz z Mławy oraz zapalona podróżniczka Barbara Cegielska. Rozmawia Iwona Łazowa Po studiach chciała Pani być prokuratorem, a została sędzią. Związała Pani swoje życie z Mławą. Jakie ścieżki przywiodły Panią do naszego miasta i sądu?Pochodzę z Kuczborka, tam się urodziłam wychowałam i tam mieszkałam do 1997 r., kiedy to przeprowadziłam się na stałe do Mławy. Wiele lat wcześniej skończyłam Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Wyspiańskiego w Mławie. Następnie studiowałam prawo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Podczas studiów myślałam, żeby zostać prokuratorem.Jednak życie to zweryfikowało i dobrze się stało. Wtedy mężczyźni mieli większe niż kobiety szanse dostania się na aplikację prokuratorską. Wszystkie prokuratury, do których złożyłam dokumenty, odmawiały mi. Wówczas, tak jak i teraz, nie było łatwo dostać się na jakąkolwiek aplikację, a zwłaszcza na sądową, prokuratorską i adwokacką. Po ukończeniu studiów, ostatniego dnia pobytu w Toruniu, wysłałam podanie do ówczesnego Sądu Wojewódzkiego w Ciechanowie z tymczasową siedzibą w Płońsku o przyjęcie mnie na aplikacje sądową, bez przekonania, czy jest to właściwa decyzja. Pamiętam, że na rozmowę kwalifikacyjną do Sądu w Płońsku, pojechałam następnego dnia po powrocie z wyjątkowych wczasów w Soczi. Tam, ku mojemu przerażeniu, okazało się, że na jedno

miejsce - na etatową aplikację sądową - jest 13 kandydatów, w tym

5 mężczyzn. Jednak wybrano moją kandydaturę.W mojej rodzinie nie było tradycji prawniczych. Moja matka ukończyła

7 klas przed wojną. Ojciec pracował jako z-ca kierownika referatu

wojskowego w Starostwie w Mławie. Znam go tylko ze zdjęć,

ponieważ zmarł, kiedy miałam zaledwie 3 lata. W czasie okupacji

ojciec działał w Batalionach Chłopskich, pod pseudonimem "Jałocha"

- o czym pisał w swojej publikacji profesor Juszkiewicz. Po

wojnie ojciec należał do PSL-u Mikołajczyka, która to organizacja

była tępiona przez komunistów. Działaczom, w których gronie był

mój ojciec, podrzucono broń z amunicją i pod zarzutem nielegalnego

jej posiadania wszystkich aresztowano oraz osadzono w więzieniu

na Rakowieckiej w Warszawie. Po kilkumiesięcznym pobycie

tamże, gdzie jak twierdziła moja matka, ojciec stracił zdrowie, on

i jego koledzy zostali zwolnieni, bez postawienia im jakichkolwiek

zarzutów, a po powrocie do Mławy, prawdopodobnie wszyscy byli

witani uroczyście - takie były czasy.Słyszałam, że jako sędzia podchodziła Pani do każdej

sprawy z wielkim zaangażowaniem i wydawała nietypowe wyroki?W sądzie, po aplikacji, pracowałam przeszło trzy lata. Orzekałam

w Wydziale Cywilnym, Komisjach Odwoławczych d/s. Pracy, ale

przede wszystkim w Wydziale Karnym. Praca sędziego jest trudną

i odpowiedzialną, bowiem orzeczenia wydawane przez niego

mają wpływ na losy człowieka, który stoi za tym orzeczeniem,

na jego wolność, reputację, majątek, rodzinę... Lubiłam swoją pracę, pomimo iż przygotowanie do przeprowadzenia rozprawy, przeprowadzenie jej, a później sporządzanie uzasadnienia wydanego orzeczenia pochłaniało bardzo dużo czasu i niejednokrotnie było bardzo dużym obciążeniem psychicznym. Wyroki skazujące

wydawałam tylko wówczas, gdy w świetle materiału dowodowego

przedstawionego w sprawie, wina oskarżonego nie budziła żadnych

wątpliwości. W przeciwnym wypadku wydawałam wyroki uniewinniające,

co ku niezadowoleniu prokuratury zdarzało się wcale nie

tak rzadko. Starałam się wydawać wyroki sprawiedliwe, uwzględniające

wszystkie okoliczności obciążające i łagodzące. Szczególnie

wnikliwie ważyłam kary pozbawienia wolności, ponieważ uważałam

i uważam, że wolność obok zdrowia są najważniejszymi dobrami

dla człowieka. Dlatego też, wymierzałam kary pozbawienia wolności

zgodnie z możliwościami, jakie daje kodeks karny, np. rok i jedenmiesiąc, rok i trzy miesiące. Ówczesny Prezes Sądu Wojewódzkiego

- w trakcie jednej z rozmów ze mną - skomentował to, że "sąd

to nie apteka" i przy wydawaniu wyroków nie powinnam bawić się

w aptekarza i wydawać je w wymiarze: rok, rok i 6 miesięcy, dwa

lata, dwa lata i sześć miesięcy. Na mój sposób wymierzania kary

pozbawienia wolności niewątpliwie miał fakt, iż jako studentka,

w ramach działalności w Kole Penitencjarnym, zwiedziłam kilka

zakładów poprawczych i kilka zakładów karnych, w tym najcięższy

w Polsce - zakład karny we Wronkach i poznałam warunki tam

panujące, a zwłaszcza tajniki drugiego życia za murami więziennymi.

Ze strony osób skazanych, nigdy nie spotkała mnie jakakolwiek

przykrość. Zdarzało się, że - gdy przeszłam do adwokatury - dawni

skazani byli moimi klientami. Zdarza się, że są moimi klientami -

jako notariusza.W Mławie sądziła Pani w czasach "Solidarności". Czy szykany

ówczesnej milicji wpłynęły na rezygnację na rzecz

adwokatury?Pracowałam jako sędzia, kiedy powstała "Solidarność". Byłam

przewodniczącą komisji rewizyjnej "Solidarności" działającej przy

Sądzie Wojewódzkim w Ciechanowie. Po wprowadzeniu stanu

wojennego, pod groźbą usunięcia z zawodu, zmuszono działaczy

"Solidarności" do rezygnacji z działalności związkowej. Ja składając

takie oświadczenie, powiedziałam Prezesowi Sądu Wojewódzkiego,

że jest ono nieważne - jako złożone pod przymusem. Ulżyło

mi w tej sytuacji, ale na nim nie zrobiło żadnego wrażenia. Jestem

jedynym sędzią z Mławy, któremu zdarzyło się w okresie stanu

wojennego sądzić w dwóch sprawach o zabarwieniu politycznym.

Za komuny w Mławie był wydział dochodzeniowo-śledczy Komendy

Wojewódzkiej w Ciechanowie. W światku przestępczym nazywany

był "dyskoteką". Często oskarżeni, którzy byli tam osadzeni, na rozprawie twierdzili, że byli bici. Na co matki oskarżonych na sali

zazwyczaj reagowały płaczem. Takie sytuacje nie były komfortowe

dla składu orzekającego. W okresie po powstaniu "Solidarności",

a przed wprowadzeniem stanu wojennego, na wokandę tutejszego

sądu trafiła sprawa, w której milicjant z mławskiej komendy

oskarżony został o pobicie małoletniego chłopca w toku dochodzenia,

w wyniku którego przez jakiś okres przebywał na leczeniu

szpitalnym. Rozpoznawaniu tej sprawy towarzyszyło duże zainteresowanie,

zwłaszcza milicji. Wydałam wyrok skazujący, w którym

odnośnie kary wyszłam znacznie ponad żądanie oskarżyciela,

którym był prokurator wojewódzki. W ustnych motywach tego

wyroku powiedziałam, że sygnały o biciu osadzonych na komendzie

milicji w Mławie dochodzą do sądu często, co niejednokrotnie, przy

burzliwej reakcji ze strony osób znajdujących się na sali, stawia sąd

w kłopotliwej sytuacji, jak reagować. Milicjanci nagrali przebieg

rozprawy. Ich przełożeni po odsłuchaniu taśm uznali, że pomówiłam

mławską milicję o bicie osadzonych. Taśma ta drogą służbową

dotarła do ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, gen. Czesława

Kiszczaka, który skierował skargę do ministra sprawiedliwości,

wnioskując o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i wydalenie

mnie z zawodu sędziowskiego. W międzyczasie wprowadzono stan

wojenny, a sprawa trafiła do Sądu Wojewódzkiego, który wyrok utrzymał w mocy. Milicja jednak nie dawała za wygraną i na skutek interwencji ministerstwa spraw wewnętrznych ówczesny minister sprawiedliwości wniósł o rewizję nadzwyczajną do Sądu Najwyższego, ale i tu utrzymano go w mocy.Wyrok wydany przez Sąd Najwyższy przechowuję w swoim

archiwum domowym do dziś. W międzyczasie oddalono jeszcze

dwie skargi na mnie. Jako kobieta 27-letnia zostałam sama

z problemami, bez wsparcia środowiska, w którym pracowałam.

Gdy wspominam tamten czas, kręcą mi się łzy w oczach.

Gdy Sąd Najwyższy utrzymał mój wyrok w mocy, następnego

dnia z gratulacjami przyjechał do mnie prezes sądu wojewódzkiego. Zarzuciłam mu, że dotychczas - gdy potrzebowałam pomocy - jego nie było. Na co odpowiedział, że nie chciał przeszkadzać sprawiedliwości samej się obronić. Po pół roku od zakończenia moich kłopotów związanych ze sprawą milicjanta złożyłam prośbę o zwolnienie mnie ze służby w wymiarze sprawiedliwości. Wówczas

wezwano mnie do ministerstwa sprawiedliwości, proponowano

awans, mieszkanie, żebym tylko została. Nie byłam tym zainteresowana,

ponieważ podjęłam już starania o aplikację adwokacką,

po ukończeniu której przez około 20 lat pracowałam jako adwokat,

a od 14 lat prowadzę własną kancelarię notarialną.

Na Pani rozprawie, po ogłoszeniu wyroku, ludzie Solidarności

odśpiewali hymn. W jakich okolicznościach do tego doszło?Sprawa dotyczyła nauczyciela historii z Zespołu Szkół Zawodowych

w Żurominie, któremu zarzucono niewłaściwe nauczanie historii,

które miało polegać na interpretacji zdarzeń historycznych niezgodnie

z linią polityki partii rządzącej PZPR, za co został zwolniony

z pracy. Odwołał się do Komisji Odwoławczej d/s. Pracy, w której

orzekałam dodatkowo (wówczas nie było sądów pracy). Całe grono

pedagogiczne zeznawało przeciwko niemu. Jedna z nauczycielek

zeznała, że jako polonistka - komunistka, nie może zgodzić się m.in

z faktem, że nauczyciel na lekcjach historii uczy dzieci "Roty" Konopnickiej.

Komisja, której przewodziłam, przywróciła historyka do

pracy. W związku z tą sprawą utkwiły mi w pamięci dwa wydarzenia.

Po odczytaniu orzeczenia wszyscy obecni na sali wstali z miejsc,

unieśli palce ku górze - symbol zwycięstwa - i zaśpiewali "Jeszcze

Polska nie zginęła". Jeszcze teraz mnie to wzrusza, jak sobie

przypomnę. Pamiętam też wizytę komisarza wojskowego (w okresie stanu wojennego, w każdym województwie najważniejszą osobą

był komisarz wojskowy), który przyjechał do mnie do Sądu, abym

przyspieszyła sporządzenie uzasadnienia orzeczenia. Z rozmowy

z nim wywnioskowałam, że przyjechał, bo kazali mu, ale sprawą nie

był zbytnio zainteresowany. Szkoła odwołała się od orzeczenia przywracającego

nauczyciela do pracy. Jednak Sąd Pracy i Ubezpieczeń

Społecznych w Warszawie utrzymał moje orzeczenie w mocy.Otrzymała Pani odznakę "Adwokatura zasłużonym". Ceniono

Panią też w adwokaturze?Odznaczono mnie za działalność w samorządzie adwokackim oraz

nienaganną pracę. Przez jedną kadencję byłam członkiem Okręgowej

Rady Adwokackiej w Płocku. Przez dwie kadencje byłam sędzią

sądu dyscyplinarnego przy tej radzie. Dwukrotnie byłam członkiem

komisji egzaminacyjnej na aplikantów adwokackich i autorką pytań

z zakresu spraw gospodarczych. Broniłam interesów klientów

w różnych sprawach, karnych, cywilnych, rodzinnych, gospodarczych...

Czterokrotnie broniłam oskarżonych o morderstwo. Praca

adwokata to też ciężki kawałek chleba, zwłaszcza dla kobiety...Pani pasją są podróże. Jakie kraje udało się zwiedzić?Moje podróżowanie zaczęło się w czasach studenckich. Pierwszą podróż zagraniczną odbyłam za pieniądze zaoszczędzone na studiach. Pojechałyśmy z koleżanką

do Albeny w Bułgarii w region Złote Piaski. Wyjazdy zagraniczne w komunizmie były bardziej atrakcyjne niż wyjazdy obecne, może dlatego że te wyjazdy nie

były tak "dostępne" jak teraz. Ostatnie święta Bożego Narodzenia i Sylwestra spędziłam w Senegalu i w Gambii. Muszę powiedzieć, że doznania pod względem poznawczym były wstrząsające. Gambia była kolonią angielską, a Senegal francuską. Widać świetność kolonistów i biedę tubylców. Byłam też m.in. na Azorach, Sri Lance, w Japonii, Tajlandii, na Tajwanie, w Republice Południowej Afryki... Swego czasu pojechałam aż za Ural. Jednego roku byłam na rejsie po Obie i Irtyszu, a następnego na rejsie po Jeniseju. Pamiętam, jak od Jeniseju szliśmy 8 kilometrów do gułagu. Zwiedzałam karcery i budynki, w których kiedyś mieszkali

więźniowie. Pokazano nam pręgierz, do którego przywiązywano ludzi. Jechałam koleją transsyberyjską, pociągiem najniższej klasy. Przekraczaliśmy koło podbiegunowe i wracaliśmy z powrotem. Obecnie planuję wyjazdy do Jordanii i na Białoruś.Na ścianach kancelarii umieściła pani zdjęcia z papieżem Janem Pawłem II. Skąd taka pamiątka?To pamiątka z pielgrzymki do Watykanu w 1986 roku. Wtedy takie

wyprawy były rzadkością. Dzięki temu, że pojechał z nami ksiądz,

który znał się z seminarium z ks. Stanisławem Dziwiszem, dostaliśmy

się na mszę i audiencję prywatną z pielgrzymami z Wadowic.

Ksiądz opiekujący się pielgrzymami z Polski powiedział nam o zwyczaju

obdarowywania papieża prezentami. Uzbieraliśmy dolary

i kupiliśmy bukiet żółtych róż. Natomiast pielgrzymi z Wadowic

przywieźli Ojcu Świętemu półmisek pełen kiełbasy. Do dziś pamiętam

jej intensywny zapach. Była tak lśniąca, jakby ją ktoś polakierował.

Papież nie mógł powstrzymać się od śmiechu, jak to zobaczył.

Wtedy był jeszcze człowiekiem w pełni sił. Podchodził i z wielu osobami

rozmawiał. Każdy z nas otrzymał od niego różaniec. Zostały

mi fotografie zrobione przez Artura Mariego - osobistego fotografa

naszego papieża. Każde zdjęcie kosztowało dwa dolary. To były dla

nas ogromne pieniądze, ale przeznaczyłam na to większość moich

funduszy. To pamiątka na całe życie.Dziękuję za rozmowę.

(Iwona Łazowa)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

JoannaJoanna

0 1

Wspaniała kobieta, pełen szacunek i uznanie, coraz mniej na tym świecie takich ludzi.

22:59, 23.04.2019
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

KiklKikl

0 0

A wydawać by się mogło, że wysokowykwalifikowani prawnicy są nudnymi molami książkowymi. Dobrze, że jest czas na aktywny wypoczynek a nie tylko jak wielu w tym zawodzie żyje tylko i wýłącznie pracą.

23:13, 23.04.2019
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

ZbyszekZbyszek

0 0

Wspaniała koleżanka w okresie studiów.

17:17, 21.03.2021
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu naszamlawa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%