Kto kogo nie kocha

5
405
Daniel Kortlan
- REKLAMA -

Odkąd kolano prezesa przejęło funkcje „ucha”, jako główna część erogenna jego anatomii, dzieją się cuda.

- REKLAMA -

Nie jakieś tam cuda na kiju, żadna magia. Ale ciągłe przetasowania na scenie politycznej, głównie na prawicy. Tam jest teraz ciekawiej niż w opozycji. Ta się zapętliła.  Łączy się i dzieli, ale bez miłości. Żadnego baby nie ma. Programu też nie.  Chyba że sam Petru jeszcze nas zaskoczy. W końcu wyprowadził się z partii, którą był zakładał i teraz może sobie lecieć z Joanną Schmidt choćby na Hawaje. Ale on teraz ponoć z Barbarą Nowacką romansuje. Politycznie, ma się rozumieć.  Ach, wolność, jaki to trudny dar…

Prawica zaś frapuje. To już nie monolit. Są nowe podziały pośród polityków i ich pozycjonowanie. Widać kto kogo nie tyle kocha (bo to niemożliwe w chrześcijańskiej formacji) ile nie kocha, to łatwiej…

Mieliśmy strajk w Sejmie rodziców dzieci niepełnosprawnych, właśnie zakończony. Logicznie rzecz biorąc powinna nim się zająć Beata Szydło, wicepremier od spraw socjalnych. Ale ona spływała radośnie Dunajcem, a później dawała do zrozumienia w wywiadach, że to premier Morawiecki ją wykluczył i on przejmuje odpowiedzialność. Jasne było, że ona go nie kocha, a on jej też nie. Złośliwi mówią, że nadal jest zazdrosny o jej przeszłą popularność.  Co można zrozumieć,  ludzkie.  Ale przynajmniej mamy sprawę jasno postawioną, przy minimum  obłudy.

Bardziej skomplikowana jest sprawa sukcesji po chorym Kaczyńskim. Oficjalnie wódz przeszedł operację kolana i będzie jak dotąd. Nic w tym więcej nie ma. Ale rozpętała się burza domysłów. Joachim Brudziński wystąpił z zagadkowym dementi. Zaatakował potencjalnych „delfinów” (czyli następców wodza), którzy ponoć tylko czekają na przejęcie władzy a tak naprawdę muszą się uzbroić, jak mówił w „dłuuugą cierpliwość”. Zaczęto się domyślać kogo miał na myśli… Morawieckiego, Ziobrę, Gowina, może Szydło, czy siebie… Jego zdecydowana postawa, bliskie kontakty z chorym wodzem oraz fakt, że to on w zastępstwie Kaczyńskiego prowadził obrady na Nowogrodzkiej, pasują go  na głównego delfina. Co mu gwarantuje, że inni ewentualni delfini nie będą go kochać. Ale w PiSie króluje makiawelizm, a ten nie wymaga miłości. Raczej skuteczność.

Analizy sytuacji w PiSie przypominają kremlinologię.  To trudna dziedzina. Ciągłe dementi jednak nie poprawiają sprawy.  Jak pisze Kamila Baranowska w tygodniku „DO rzeczy”:” Im bardziej politycy PiS zaprzeczają złemu stanowi zdrowia prezesa, tym bardziej utwierdzają niektórych w tym, że „coś jest na rzeczy”.  A przecież prezes nie jest, łagodnie mówiąc, liderem rankingów zaufania a i w samym PiSie jest wielu, którzy go nie kochają.

Cóż dopiero poza PiS-em. Albo poza Polską.  Nikt się już nie dziwi że nie kochają nas na Wschodzie i na Zachodzie, a także nie kocha nas UE. To już wpisaliśmy w straty. Zresztą, może się nas boją? Pan premier zagroził przecież w radiu Maryja że będzie „chrystianizował” Europę. Armia złożona z księdza dyrektora, posłanek Sobeckiej czy Pawłowicz oraz minister Kempy byłaby nie do odparcia, tego by nie wytrzymali. W każdym razie ich przepony by nie wytrzymały.

Ale prawica zaczęła się przejmować Ameryką.  To miał być nasz główny sojusznik, tyle mu ofiarowaliśmy… Kiedyś wojował tam Kościuszko i Pułaski, ostatnio walczyliśmy z islamistami w Iraku oraz w Afganistanie. Przyjmowaliśmy prezydenta Trumpa niedawno na czerwonym dywanie, mówił że nas kocha. A tu taka czarna niewdzięczność. Prezydent Duda spędził dłuższy czas w Ameryce, krążył wokół Białego Domu, ale nikt nie wyszedł mu na spotkanie, ani prezydent Trump ani jego zastępca Mike Pence, nawet żaden z ministrów. Takie upokorzenie. Na domiar złego uchwalili w Kongresie ustawę Just Act 447, w obronie żydowskich roszczeń do majętności po Zagładzie i pewnie będą nas nią straszyć. Trump wolał w tym czasie częstować obiadem prezydenta Uzbekistanu Shavkata Mirzyioyeva niż naszego Dudę. Przyczepiają się do naszej ustawy o IPN, którą zwą ustawą zakłamującą Holocaust, a przecież nie wiedzą, że my tak ją uchwaliliśmy tylko pod „twardy elektorat”, nikomu tam w Ameryce krzywdy nie chcieliśmy zrobić. Zresztą nasz posłuszny teraz Trybunał Konstytucyjny z pewnością tę ustawę poprawi na skutek instrukcji partyjnej, tylko że nieopatrznie nie może tego szybko zrobić bo mu nasz Sejm zastrzegł, że mają się zająć ustawami w chronologicznej kolejności wpływu. A to było uchwalone przecież przeciw opozycji a nie Ameryce… Ileż nieporozumień.  Tak czy inaczej, Tomasz Kwaśnicki ogłosił bo ogłosić musiał na łamach prawicowego tygodnika tę nieszczęsną prawdę w tytule swego artykułu, że „Ameryka nie kocha Polski” („Do Rzeczy”).  Główne pióra prawicy zabrały głos na ten temat: Rafał Ziemkiewicz, Sławomir Cenckiewicz, Stanisław Michałkiewicz i inni. Wszyscy oni „odkryli”, że Amerykanie kochają raczej Żydów.  Gdyby mnie zapytali tobym im powiedział, że kochają Żydów od dawna, od połowy dwudziestego wieku. Ale mnie by nie uwierzyli…

Prawica nie kocha bowiem „jajogłowych”, czyli artystów, intelektualistów, niezależnych dziennikarzy. Chyba, że są dyspozycyjni jak Michał Rachoń w TVP Info i spolegliwi z każdą aktualnie głoszoną tezą. Chcieliby mieć artystów – patriotów, głoszących chwałę ich rządów i takich bohaterów których oni namaszczą. Tymczasem świat nagradza, niestety, artystów niezależnych. I to nagradza wysoko. Ostatnio posypał się cały deszcz wielkich nagród.  Małgorzata Szumowska dostała Srebrnego Niedźwiedzia za „Twarz” na festiwalu filmowym w Berlinie, Paweł Pawlikowski otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera najbardziej prestiżowego festiwalu filmowego w świecie w Cannes (za „Zimną Wojnę”), a Olga Tokarczuk otrzymała nagrodę literacką Booker International (najważniejsza bodaj po Noblu) za powieść „Bieguni”. Nasze władze nie śpieszyły się z gratulacjami, a jeśli już jakieś były to bardzo oszczędne, przy czym wiceminister kultury Jarosław Sellin zastrzegł wyraźnie, że on książki „nie czytał”, choć została napisana już dziesięć lat temu. Takich książek ministrowi kultury czytać nie wypada. Rząd nie kocha Olgi Tokarczuk bo ona patrzy krytycznie na niewątpliwie patriotyczne władze, podobnie jak reżyser Pawlikowski. A także wielu, wielu innych artystów, nawet tak wybitnych aktorów jak Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak, czy Andrzej Seweryn. Ci ostatni brali nawet udział w ostatnim „Marszu Wolności”.  I jak takich kochać? Jednak, jak na złość, oni wszyscy mają międzynarodową renomę i świat ich kocha. Na szczęście Rafał Ziemkiewicz swoim świetnym piórem ich wszystkich rozgryzł: ”prawdopodobnie nie zostaliby uhonorowani, gdyby lewicowo-liberalne salony nie uznały, że okażą w ten sposób wsparcie swej polskiej ekspozyturze w walce z „nacjonalistyczno-katolickim reżimem”. Cudowne wytłumaczenie, Tokarczuk i Pawlikowski się przestraszą i będą tworzyć jak Wojciech Wencel, o którym co prawda nikt w świecie nie słyszał ale pan prezydent Duda podniósł go do godności głównego naszego wieszcza. Przestraszą się tym bardziej, że takim jak oni grożą surowe kary.  Przykładem niech będzie Antoni Szpak, satyryk, twórca kabaretu Klika, któremu grożą teraz ze strony prokuratury trzy lata za tekst o ceremonii w Radiu Maryja w czasopiśmie „Angora”, gdzie pozwolił sobie na drwinę z szanowanych toruńskich postaci i stwierdzenie, że „jedynie w durnym, kołtuńskim kraju może dojść do takiej paranoi”. A przecież obecna tam pani premier Beata Szydło stwierdziła wyraźnie, że ta rozgłośnia „łączy Polaków jak żadne inne medium na świecie”.  On, czyli Antoni Szpak uznał to za żart roku.

Ech, artyści nie kochają rządu, rząd nie kocha artystów, jak my się mamy miłować w tym katolickim kraju. Popularna amerykańska piosenka głosiła, że „everybody loves somebody” (każdy kogoś kocha”). U nas w Polsce wydaje się, że jest odwrotnie, lubimy mieć wrogów. Ale, jak głosił kiedyś Cyceron, człowiek jest sam swoim najgorszym wrogiem. Może więc, zacznijmy się kochać na wiosnę?

 

Słowo do czytelników-polemistów:

Cieszę się, że są czytelnicy, którzy chcą ze mną polemizować, niezależnie od tego czy się zgadzają ze mną czy nie. Felieton, w  moim rozumieniu, musi być trochę prowokacyjny i skłaniać do reakcji. Nie dam jednak rady polemizować wtórnie z każdą, nieraz obszerną wypowiedzią.

Naturalnie, ja też mam różne reakcje na te polemiki. Z niektórymi się zgadzam, szczególnie gdy łechcą moje ego. Wypowiedzi Wiernej, Katarzyny, Anonima czy Zniesmaczonego Mławianina są mi bliskie i czuję, że myślimy podobnie.  Z innymi jesteśmy na antypodach, jeśli idzie o postawy.  Moja wrażliwość jest zdecydowanie inna niż ta, którą reprezentują Mir K.O. czy Krasty. Będziemy się różnić i trudno. Mamy inną hierarchię wartości.

Natomiast muszę zdecydowanie zaprotestować wobec tego co napisał Siubermlawa.  Odesłał mnie do historii, żebym sobie przyswoił wiedzę na temat konstytucji.  Nie jest bowiem tak jak piszę, że obowiązuje konstytucja z 1997 r. Nie, według czytelnika obowiązuje ta z kwietnia 1935 r. Otóż, zapewniam mojego polemistę, że ta kwietniowa nie obowiązuje już od  dobrych kilkudziesięciu lat i nawet nikt w naszej formacji rządzącej na nią się już nie powołuje. To zresztą była bardzo zła konstytucja.  Jeśli czytelnik mi nie wierzy niech zadzwoni do kancelarii prezydenta Dudy i zapyta, na którą konstytucję pan prezydent przysięgał… W pierwszej chwili zdziwiłem się widząc taki komentarz. Ale może nie powinienem. Pewien znany polityk opozycji (dodam tylko, że jego nazwisko jest w obecnym moim felietonie) ośmieszył się jeszcze bardziej uważając że obowiązuje konstytucja 3 Maja.  Cóż tu więcej komentować…..

PRZEZDaniel Kortlan
PODZIEL SIĘ

5 KOMENTARZE

  1. O ho ho, chyba czytelnikom już przyjadły się te felietony o PIS – wszystko na jedno kopyto, nie ma co czytać. Lepiej by było szanowny Panie pisać felietony na temat tego co w trawie piszczy czyli o naszym regionie, o naszym mieście, o sprawach które są nam szczególnie bliskie, które nas bolą, a nie na okrągło o rządzie, to już się stało nudne – widać to po komentarzach, a pewnie również i po ilości odwiedzin tej konkretnej strony.

  2. Świetny felieton ale zbyt łagodny dla rządu. Ani PIS ani kościół nie wykazali wielkiej miłości dla niepełnosprawnych.

    • PO wykazało jakąkolwiek miłość dla niepełnosprawnych.
      Ponadto niektórzy z protestujących niepełnosprawnych, a w szczególności ich opiekunowie bardzo się ośmieszyli w czasie akcji protestacyjnej

  3. Jakby PIS kochał władzę za wszelką cenę jak PO to w 2007 roku nie rozpisali by wcześniejszych wyborów. A tak przez 8 lat rządzili nieudacznicy i złodzieje.

KOMENTARZE

Użytkownik ponosi wyłączną odpowiedzialność za treści zamieszczane przez siebie w portalu Nasza Mława, w szczególności jest odpowiedzialny za ewentualne naruszenie praw lub dóbr osób trzecich oraz szkody z tego tytułu.

Wprowadź treść komentarza
Wpisz swoje imię

Powiadomienia są wysyłane na podany adres email.
Adres email nie jest widoczny dla innych użytkowników.
Nie wysyłamy niechcianych wiadomości.
Jednym kliknięciem możesz zrezygnować z subskrybcji